Dzięki pomocy moich bliskich udało mi się pozbierać, po tym tragicznym dla mnie wypadku.
Po roku rehabilitacji nie miałam już problemów z chodzeniem, jednak wciąż czułam pustkę w sercu. Siatkówka była czymś, z czym chciałam związać całe życie. Któregoś dnia, kiedy przyszłam na trening moich koleżanek, obecnych mistrzyń Polski, trener zaproponował mi bardzo ciekawą pracę.
Po roku rehabilitacji nie miałam już problemów z chodzeniem, jednak wciąż czułam pustkę w sercu. Siatkówka była czymś, z czym chciałam związać całe życie. Któregoś dnia, kiedy przyszłam na trening moich koleżanek, obecnych mistrzyń Polski, trener zaproponował mi bardzo ciekawą pracę.
- Skoro nie możesz grać, to może zostaniesz tak zwanym "łowcą talentów"? - powiedział zerkając na moją twarz - Przecież widzę jak ci tego brakuje.
- Może to nie jest zły pomysł - przyznałam.Trener wyjął wtedy ze swojej sportowej torby skórzany notes i otworzył mniej więcej w środku.
- To są młodziczki z naszego klubu - pokazał mi zdjęcie kilku wesołych dziewczynek - Wystarczy tylko, że się rozejrzysz, pokażesz im kilka odbić górą i dołem, a potem zdasz nam relację.
- Zgoda - odparłam coraz bardziej zainteresowana.Trener klepnął mnie po ramieniu.
- Zaczynasz jutro!
- Jutro?!
Wtedy dopiero zaczęłam się trochę obawiać. Przecież kompletnie nie miałam pojęcia o obchodzeniu się z dziećmi.
Następnego dnia udałam się do hali treningowej, gdzie dziewczyny szkoliły się na profesjonalne siatkarki. Gdy weszłam do środka wszystkie już ostro trenowały. Usiadłam na ławce, wtedy dwie z nich mnie zauważyły. Wysokie szatynka i brunetka, prawdopodobnie przyjaciółki, patrzyły na mnie wzrokiem pełnym zachwytu oraz zdziwienia. Znałam dobrze to spojrzenie. Nieraz zdarzało mi się będąc na przykład w galerii spotkać na sobie zaskoczone wzroki przechodniów. Myśleli pewnie " co taka mistrzyni Polski robi w zwykłej galerii? I to w tym samym czasie co ja!" Na początku było to denerwujące, z czasem jednak przyzwyczaiłam się. Tak i teraz widząc te dwie małe siatkarki, po prostu uśmiechnęłam się do nich. Odpowiedziały mi tym samym, jednocześnie się szturchając, a potem wróciły do gry.
W tym momencie na salę wszedł ich trener. Nie wyglądał na miłą osobę.
- Dzień dobry - rzucił od niechcenia, lecz kiedy mnie zobaczył na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Czyż to nie nasza złota medalistka? - uścisnął moją dłoń, po czym zwrócił się do dziewczynek - Pani Alicja będzie dzisiaj was obserwować, więc proszę nie zróbcie mi wstydu.
Pan Mariusz, bo takie było jego imię, podzielił je na dwie grupy i rozpoczął się mecz. Dziewczyny radziły sobie niesamowicie, ale trener krzyczał na nie przy każdym najmniejszym błędzie. Metodę tą uważałam za obrzydliwą, jednak wolałam się nie wtrącać. Ale im dłużej patrzyłam na zdołowane miny zawodniczek, tym większą miałam ochotę coś z tym zrobić. Wtedy z pomiędzy nich wyłoniła się malutka, chyba najmniejsza ze wszystkich dziewczynka. Ustawiła się na odpowiednim miejscu i zaserwowała. Piłak trafiła w siatkę.
- No co to było? - krzyknął poirytowany pan Mariusz - Czy ty kiedyś nauczysz się porządnie grać? Na prawdę nie wiem co ty tu robisz, jesteś beznadziejna!
Dziewczynka powróciła do grupy i zaczęła płakać. Bez chwili namysłu podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam. Ukucnęłam, żeby złapać z nią kontakt wzrokowy, byłam bowiem jakieś pół metra wyższa.
- Wcale nie jesteś beznadziejna - szepnęłam i wytarłam jej łzy chusteczką. - Według mnie jesteś jedną z najlepszych małych siatkarek.
Usłyszałam, że ktoś woła moje imię - to był trener.
- Pani Alicjo - rzekł, gdy znaleźliśmy się w większej odległości- ta dziewczynka pochodzi z gatunku beksowatych. Takie to ryczą przy każdej okazji. Jeżeli chce się wytrenować dobre siatkarki, nie można się nad nimi rozczulać.
- Ale to tylko dzieci - zaprotestowałam - przy tak sztywnej atmosferze po prostu się zniechęcą, a chyba chodzi o to, żeby lubiły to co robią.
- Przepraszam, ale to ja tu jestem trenerem - burknął mężczyzna.
Nie mogłam wytrzymać - wreszcie wybuchłam.
- Ale to nieludzkie! Te dziewczynki mają talent, trzeba je motywować, nie przygnębiać!
Na sali zapanowała cisza. Wszystkie wzroki skierowane były w moją stronę.
- Skoro pani jest taka mądra, to niech pani sama je przygotuje do zawodów, które są już za miesiąc - ryknął wściekły pan Mariusz.
- Niech dziewczyny same zdecydują. Poprowadzę z nimi dziś zajęcia i na koniec same wybiorą.
Odwróciłam się do siatkarek.
- No to gramy! - zarządziłąm.
Mecz był na prawdę dobry. Miałam jednak wrażenie, że trochę się krępują, więc starałam się być delikatna.
- Nie przejmować się! Jedziemy dalej - powiedziałam, kiedy piłka została wybita na aut, przez najmniejszą dziewczynkę.
- Dlaczego mi nigdy nic nie wychodzi! - pisnęła, po czym znów zaczęła płakać.
- Mówiłem, że to beksa - mruknął trener.
Wtedy mała zbiegła z boiska, usiadła na ławce i ukryła twarz w dłoniach.
- Pograjcie przez chwilę same - powiedziałam do siatkarek. Ukucnęłam obok dziewczynki i pogłaskałam ją po plecach.
- Nie płacz, przecież nic się nie stało - szepnęłam - jak masz na imię?
- Wiktoria - odparła podnosząc głowę. Jej duże zielone oczy były pełne łez, a gdy tylko na mnie spojrzała, po prostu nie miałam serca, żeby ją zostawić.
- Jestem taka beznadziejna - westchnęła
- Nie prawda. Kto ci tak powiedział?
- Wszyscy.
- Koleżanki? - spytałam.
- Nie.
- Rodzice?
Wiktoria pokręciła przecząco głową.
- Czyli kto?
- Trener - odparła dziewczynka - krzyczy, że nic nie umiem oraz najgorzej serwuję.
Aha, czyli tu leży problem.
- A jak ci udowodnię, że umiesz serwować i to nawet bardzo dobrze - chwyciłam ją za rękę, a potem pociągnęłam w stronę boiska. Stanęłam za Wiktorią, chwytając ją od tyłu za łokcie.
- Są trzy podstawowe kroki - powiedziałam - Wsadziłam małej piłkę w dłoń.
- Numer jeden: to jest piłka! Wskazujesz ją swoim koleżankom, więc wyciągasz rękę do przodu.
Wszystkie dziewczynki z zainteresowaniem przyglądały się naszym ćwiczeniom.
- Krok drugi: zaraz uderzę piłkę! Teraz pokazujesz ją publiczności. Musisz podrzucić piłkę do góry, żeby wszyscy mogli ją zobaczyć.
Odchyliłam Wiktorię lekko do tyłu i jednym zgrabnym ruchem popchnęłyśmy spadającą piłkę, która trafiła prosto w boisko po drugiej stronie siatki.
- I krok trzeci: zdobyłam punkt piłką!
Siatkarki zaczęły klaskać oraz wiwatować.
- Każda z was może tak serwować. Stosujcie się tylko do tych trzech kroków.
Zerknęłam na trenera. Był czerwony ze złości, ponieważ udało mi się zyskać sympatię dziewczynek.
- No to decydujcie. Chcecie, żeby przygotował was do zawodów porządny, doświadczony trener, czy jakaś amatorka?
Amatorka?! Mało brakowało, a "amatorka" miałaby na sumieniu zabójstwo! Jak ten człowiek potrafił działać na nerwy! Siatkarki wymieniły spojrzenia i przed szereg wyszła jedna z rudą czupryną.
- Podjęłyśmy decyzję - oświadczyła.