sobota, 28 września 2013

Rozdział 4 "Ja tu rządzę!"

   Przez cały wieczór analizowałam mecz w celu znalezienia przyczyny niepoprawnej gry. Mimo iż były to dopiero drugie zajęcia czułam wyraźnie pewną więź łączącą mnie z tymi dziewczynami. Nie wiedziałam czy chodziło tu o wspólną pasję czy też może o chęć wygrania nadchodzących zawodów. 
   Następnego dnia, kiedy dochodziłam już od hali treningowej usłyszałam niepokojące krzyki. Czym prędzej pobiegłam w stronę szatni.
- Myślisz, że wszystko wiesz? Oświecę cię, poziomem wiedzy nie dorównujesz przedszkolakom!
- A ty niby lepsza?! Nawet nie umiesz porządnie zaserwować!
  Stanęłam w drzwiach przysłuchując się awanturze jaką toczyły ze sobą Agnieszka i Julia. Ani one, ani ich "widownia" mnie nie zauważyły.
- Denerwuje mnie twoje zarozumialstwo!
- A mnie twoje zrzędzenie!
- A mnie denerwują wasze wrzaski - mruknęłam wreszcie.
 Wtem każdy wzrok został skierowany w moją stronę.
- Wychodzimy na dwór -zapowiedziałam nie dając żadnej prawa do tłumaczenia się.
"No to będzie zabawa!" pomyślałam i uśmiechnęłam się podstępnie. 
Zatrzymałyśmy się przed budynkiem.
- Teraz Julka z Agnieszką przebiegną sobie dziesięć kółek dookoła hali. Mam nadzieję, że to was nauczy iż treningi to nie czas na sprzeczki.
- Ale proszę pani! - Aga zaczęła się buntować.
- Jedenaście kółek - odparłam niewzruszona - i na przyszłość, mam dopiero dwadzieścia pięć lat. "Paniować" to możesz gdy przekroczę czterdziestkę. Na razie zapamiętaj - jestem Ala.
Siatkarki stojące za mną parsknęły śmiechem.
-To niesprawiedliwe! - jęknęła Julka.
- Dwanaście kółek. Jeszcze jakieś uwagi?
 Dziewczyny wymieniły sojrzenia.
- Nie - westchnęły zaczynając bieg.
  Razem z pozostałymi wróciłam na salę. Kazałam Dorocie poprowadzić rozgrzewkę, ja w tym czasie obserwowałam Agnieszkę i Julię przez okno. Nie miały szans na jakiekolwiek oszustwo, dlatego też posłusznie wykonywały zadanie. W końcu weszły na salę zgrzane oraz zdyszane śmiejąc się do siebie.
- I jak tam nastroje? - spytałam widząc, że wszystko idzie po mojej myśli.
- W porządku - odparły i na dowód przytuliły się przyjacielsko.
   Niestety podczas dalszego treningu atmosfera znów stała się nieprzyjemna, nie tylko z winy tych dwóch dziewczyn.
  Najpierw Basia wpadła na Zosię, która stwierdziła, że to na pewno nie był wypadek. Postanowiła w rewanżu kopnąć koleżankę, ale zamiast w nią, trafiła w Dorotę. Ta natomiast oskarżyła o to Agnieszkę. Wtedy powołała na świadka Wiktorię, która przyznała, że nic nie widziała. Magda i Julka obwiniły więc Wiktorię o rozpoczęcie całej sprzeczki. Następnie oczywiście mała rozpłakała się piszcząc, że to nie ona. Tylko Maja siedziała na ziemi "po turecku" i oddychała głęboko
- Medytujesz? - zapytałam zaglądając jej w twarz.
- Bo najważniejszy jest wewnętrzny spokój - odpowiedziała, po czym wzięła kolejny oddech.
- Może i racja - przyznałam.
  Usiadłam obok niej. Spróbowałam naśladować jej ruchy. Zamknęłam oczy i poczułam, że odpływam. Cały krzyk ucichł.
- Ala, co ty robisz? - usłyszałam głos Doroty. Tak, błogie chwile nie mogą trwać za długo.
- Wyciszam się wewnętrznie, a także czekam kiedy łaskawie raczycie zamknąć swoje szanowne buźki i dacie mi poprowadzić zajęcia.
- Majka, to przez ciebie! Zepsułaś nam trenerkę! - wrzaski znów powróciły. Nawet Maja dołączyła się do dyskusji. Tego już za wiele!
- Cała ósemka do szeregu, baczność, na dwór marsz - rzekłam stanowczo.
Wystraszone siatkarki w mgnieniu oka wykonały polecenie.
- Za karę biegniecie cztery kółka dookoła budynku. Każde niepoprawne zachowanie "nagradzane" będzie właśnie tym.
 Dziewczyny narzekając i burcząc coś pod nosem zaczęły biec.
- Pierwsze kółko, drugie kółko, trzecie kółko...-liczyłam. Gdy chciałam oznajmić, że czwarte okrążenie zostało pokonane wszystkie rzuciły mi się na szyję. Wspólny wysiłek zbliża ludzi.
- Kiedy mówisz jak zgred też jesteś fajna - stwierdziła Wiktoria.
Wybuchnęłyśmy zgodnym śmiechem.
   Po zakończonym treningu musiałam jeszcze udać się do Andrzeja. Obiecałam, że po każdych zajęciach będę zdawać mu relacje.
- Przepraszam cię za moje wygłupy, które nie pozwalały się skupić koleżankom z drużyny, karygodne zachowanie oraz wszelkiego rodzaju sprzeczki. To było niewłaściwe, wiem - powiedziałam wchodząc do jego gabinetu. Osunęłam się na krzesło i poczułam jaka jestem zmęczona.
- Małe dały ci w kość? - mężczyzna zakręcił zielonym długopisem, który właśnie trzymał - a przecież, zacytuję "to tylko niewinne żarciki". Czyje to słowa?
- Moje - odparłam rumieniąc się ze wstydu - ale teraz widzę czemu cię to złościło.
Andrzej oparł brodę na dłoni tak, że jego twarz znalazła się blisko mojej.
- Powiem ci w sekrecie, że czasem mi tych żarcików brakuje. Kiedy w grę wchodzi mistrzostwo staracie się dawać z siebie wszystko, ale trening ma być również dobrą, wspólną zabawą. Bo najważniejsza jest...
- ...drużyna - dokończyłam.
  Spojrzałam na zdjęcie powieszone na ścianie. Nasze pierwsze mistrzostwa. Po policzku spłynęła mi łza. Nie wiedziałam tylko czy była to łza szczęścia, czy raczej tęsknoty....
_______________________________
Wiem, miał być piątek, a jest sobota. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że wczoraj do późna robiłam z koleżanką projekt. OD TERAZ będę postaram się dodawać posty w piątki :D

piątek, 20 września 2013

Rozdział 3 "To co najważniejsze"


 - Trzy kółka truchtu na początek - krzyknęłam - rudowłosa miss ataku prowadzi!
       Wszystkie dziewczyny wybuchnęły śmiechem. Usiadłam na ławce cały czas bacznie obserwując, czy aby żadna nie skraca sobie drogi. Czułam się dumna, że na swojego trenera wybrały mnie. Byłam świadoma zadania jakiego się podjęłam, ale za wszelką cenę chciałam udowodnić Mariuszowi swoją rację. 
       Po skończonej rozgrzewce kazałam młodym siatkarkom usiąść na podłodze.
- Dzisiejsze zajęcia będą trochę nietypowe - powiedziałam - muszę się czegoś o was dowiedzieć.
      Dziewczyny słuchały mnie bardzo uważnie i z zainteresowaniem, co tylko dodało mi odwagi.
- Odpowiadacie na trzy pytania: jak masz na imię, ile masz lat i co w grze jest najważniejsze. Zaczyna miss ataku.
- Dorota, czternaście lat, siła - rzekła pewnym głosem. Odgarnęła swoje rude loki z twarzy.
- Bardzo dobrze, następna! - zarządziłam.
- Magda, dwanaście lat, dokładność.
- Julia, dwanaście lat, siła.
- Basia, trzynaście lat, siła.
- Zosia, jedenaście lat, skupienie.
- Agnieszka, trzynaście lat, dokładność.
- Maja, dwanaście lat, wewnętrzny spokój.
- Wiktoria, dziesięć lat - mała zamyśliła się głęboko - chyba radość z tego co się robi.
     Podniosłam się z ławki, po czym znalazłam sobie miejsce pomiędzy Zosią i Agnieszką.
- Wasze odpowiedzi na trzecie pytanie były dobre, ale żadna z nich nie była w stu procentach poprawna - stwierdziłam i widząc ich zdziwione miny wyjaśniłam - bo najważniejsza jest drużyna. Owszem, wymienione przez was cechy też są potrzebne, ale nie przydadzą wam się, jeśli nie będziecie miały z kim grać. Jak myślicie, kto ma większe szanse na wygraną, Dorota czy cały team?
 Dziewczynki wymieniły spojrzenia.
- Cały team - przyznały chórem.
- No właśnie. A teraz proponuję mały meczyk.
    Gra toczyła się na dość wysokim poziomie, jednak nie obyło się bez błędów. Za nic nie mogłam wykryć co było ich źródłem, przyczyną.
- Szybciej, zaraz koniec zajęć! - ponagliłam chcąc się dowiedzieć kto wygra.
    Wtedy na salę wpadł mój były trener. Wyglądał na zdenerwowanego. Od razu wiedziałam, co się święci.
- I zaraz mocno mi się dostanie - westchnęłam robiąc minę niewiniątka.
- Alicja, co ty wyprawiasz? Mariusz powiedział, że go wyrzuciłaś!
- Nie prawda! To dziewczyny zdecydowały z kim chcą trenować. Był dla nich nieprzyjemny, więc w pewnym sensie sam się wyrzucił - próbowałam się bronić.
  Mężczyzna przewrócił oczami.
- Rozumiem, że mogłaś się wkurzyć. Faktycznie, jego metody są dość surowe, lecz on się na tym zna!
- A ja niby nie?! - oburzyłam się - Nie wiem czy pamiętasz, ale trzy, ba, prawie cztery razy z rzędu zdobyłam mistrzostwo Polski!
- Ala, przecież ja w ciebie wierzę - trener poklepał mnie po ramieniu - po prostu się martwię.
- Nie ma czego trenerze - posłałam mu szeroki uśmiech.
- Jestem Andrzej. W końcu od teraz pracujemy razem - mężczyzna udał się powoli w stronę drzwi, jednak w ostatniej chwili dodał - i przekaż swoim koleżankom z reprezentacji, że nie lubię gdy się na mnie mówi "stary".
    Roześmiałam się. Wszystkie go tak nazywałyśmy za jego plecami, ale nie sądziłyśmy, że o tym wie. 
"A jednak przed nim nie da się nic ukryć. Nauczyciele słyszą wszystko - coś w tym jest" - pomyślałam i wraz z siatkarkami ruszyłam do szatni.
_____________________________________
Postaram się od teraz dodawać posty w każdy piątek ;) 
Kisses, Marta x