Przez cały wieczór analizowałam mecz w celu znalezienia przyczyny niepoprawnej gry. Mimo iż były to dopiero drugie zajęcia czułam wyraźnie pewną więź łączącą mnie z tymi dziewczynami. Nie wiedziałam czy chodziło tu o wspólną pasję czy też może o chęć wygrania nadchodzących zawodów.
Następnego dnia, kiedy dochodziłam już od hali treningowej usłyszałam niepokojące krzyki. Czym prędzej pobiegłam w stronę szatni.
- Myślisz, że wszystko wiesz? Oświecę cię, poziomem wiedzy nie dorównujesz przedszkolakom!
- A ty niby lepsza?! Nawet nie umiesz porządnie zaserwować!
Stanęłam w drzwiach przysłuchując się awanturze jaką toczyły ze sobą Agnieszka i Julia. Ani one, ani ich "widownia" mnie nie zauważyły.
- Denerwuje mnie twoje zarozumialstwo!
- A mnie twoje zrzędzenie!
- A mnie denerwują wasze wrzaski - mruknęłam wreszcie.
Wtem każdy wzrok został skierowany w moją stronę.
- Wychodzimy na dwór -zapowiedziałam nie dając żadnej prawa do tłumaczenia się.
"No to będzie zabawa!" pomyślałam i uśmiechnęłam się podstępnie.
Zatrzymałyśmy się przed budynkiem.
- Teraz Julka z Agnieszką przebiegną sobie dziesięć kółek dookoła hali. Mam nadzieję, że to was nauczy iż treningi to nie czas na sprzeczki.
- Ale proszę pani! - Aga zaczęła się buntować.
- Jedenaście kółek - odparłam niewzruszona - i na przyszłość, mam dopiero dwadzieścia pięć lat. "Paniować" to możesz gdy przekroczę czterdziestkę. Na razie zapamiętaj - jestem Ala.
Siatkarki stojące za mną parsknęły śmiechem.
-To niesprawiedliwe! - jęknęła Julka.
- Dwanaście kółek. Jeszcze jakieś uwagi?
Dziewczyny wymieniły sojrzenia.
- Nie - westchnęły zaczynając bieg.
Razem z pozostałymi wróciłam na salę. Kazałam Dorocie poprowadzić rozgrzewkę, ja w tym czasie obserwowałam Agnieszkę i Julię przez okno. Nie miały szans na jakiekolwiek oszustwo, dlatego też posłusznie wykonywały zadanie. W końcu weszły na salę zgrzane oraz zdyszane śmiejąc się do siebie.
- I jak tam nastroje? - spytałam widząc, że wszystko idzie po mojej myśli.
- W porządku - odparły i na dowód przytuliły się przyjacielsko.
Niestety podczas dalszego treningu atmosfera znów stała się nieprzyjemna, nie tylko z winy tych dwóch dziewczyn.
Najpierw Basia wpadła na Zosię, która stwierdziła, że to na pewno nie był wypadek. Postanowiła w rewanżu kopnąć koleżankę, ale zamiast w nią, trafiła w Dorotę. Ta natomiast oskarżyła o to Agnieszkę. Wtedy powołała na świadka Wiktorię, która przyznała, że nic nie widziała. Magda i Julka obwiniły więc Wiktorię o rozpoczęcie całej sprzeczki. Następnie oczywiście mała rozpłakała się piszcząc, że to nie ona. Tylko Maja siedziała na ziemi "po turecku" i oddychała głęboko
- Medytujesz? - zapytałam zaglądając jej w twarz.
- Bo najważniejszy jest wewnętrzny spokój - odpowiedziała, po czym wzięła kolejny oddech.
- Może i racja - przyznałam.
Usiadłam obok niej. Spróbowałam naśladować jej ruchy. Zamknęłam oczy i poczułam, że odpływam. Cały krzyk ucichł.
- Ala, co ty robisz? - usłyszałam głos Doroty. Tak, błogie chwile nie mogą trwać za długo.
- Wyciszam się wewnętrznie, a także czekam kiedy łaskawie raczycie zamknąć swoje szanowne buźki i dacie mi poprowadzić zajęcia.
- Majka, to przez ciebie! Zepsułaś nam trenerkę! - wrzaski znów powróciły. Nawet Maja dołączyła się do dyskusji. Tego już za wiele!
- Cała ósemka do szeregu, baczność, na dwór marsz - rzekłam stanowczo.
Wystraszone siatkarki w mgnieniu oka wykonały polecenie.
- Za karę biegniecie cztery kółka dookoła budynku. Każde niepoprawne zachowanie "nagradzane" będzie właśnie tym.
Dziewczyny narzekając i burcząc coś pod nosem zaczęły biec.
- Pierwsze kółko, drugie kółko, trzecie kółko...-liczyłam. Gdy chciałam oznajmić, że czwarte okrążenie zostało pokonane wszystkie rzuciły mi się na szyję. Wspólny wysiłek zbliża ludzi.
- Kiedy mówisz jak zgred też jesteś fajna - stwierdziła Wiktoria.
Wybuchnęłyśmy zgodnym śmiechem.
Po zakończonym treningu musiałam jeszcze udać się do Andrzeja. Obiecałam, że po każdych zajęciach będę zdawać mu relacje.
- Przepraszam cię za moje wygłupy, które nie pozwalały się skupić koleżankom z drużyny, karygodne zachowanie oraz wszelkiego rodzaju sprzeczki. To było niewłaściwe, wiem - powiedziałam wchodząc do jego gabinetu. Osunęłam się na krzesło i poczułam jaka jestem zmęczona.
- Małe dały ci w kość? - mężczyzna zakręcił zielonym długopisem, który właśnie trzymał - a przecież, zacytuję "to tylko niewinne żarciki". Czyje to słowa?
- Moje - odparłam rumieniąc się ze wstydu - ale teraz widzę czemu cię to złościło.
Andrzej oparł brodę na dłoni tak, że jego twarz znalazła się blisko mojej.
- Powiem ci w sekrecie, że czasem mi tych żarcików brakuje. Kiedy w grę wchodzi mistrzostwo staracie się dawać z siebie wszystko, ale trening ma być również dobrą, wspólną zabawą. Bo najważniejsza jest...
- ...drużyna - dokończyłam.
Spojrzałam na zdjęcie powieszone na ścianie. Nasze pierwsze mistrzostwa. Po policzku spłynęła mi łza. Nie wiedziałam tylko czy była to łza szczęścia, czy raczej tęsknoty....
_______________________________Wiem, miał być piątek, a jest sobota. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że wczoraj do późna robiłam z koleżanką projekt. OD TERAZ