- Trzy kółka truchtu na początek -
krzyknęłam - rudowłosa miss ataku prowadzi!
Wszystkie dziewczyny wybuchnęły śmiechem. Usiadłam na ławce cały
czas bacznie obserwując, czy aby żadna nie skraca sobie drogi. Czułam się
dumna, że na swojego trenera wybrały mnie. Byłam świadoma zadania jakiego się
podjęłam, ale za wszelką cenę chciałam udowodnić Mariuszowi swoją rację.
Po skończonej rozgrzewce kazałam młodym siatkarkom usiąść na
podłodze.
- Dzisiejsze zajęcia
będą trochę nietypowe - powiedziałam - muszę się czegoś o was dowiedzieć.
Dziewczyny słuchały mnie bardzo uważnie i z zainteresowaniem, co tylko dodało
mi odwagi.
- Odpowiadacie na
trzy pytania: jak masz na imię, ile masz lat i co w grze jest najważniejsze.
Zaczyna miss ataku.
- Dorota, czternaście
lat, siła - rzekła pewnym głosem. Odgarnęła swoje rude loki z twarzy.
- Bardzo dobrze,
następna! - zarządziłam.
- Magda, dwanaście
lat, dokładność.
- Julia, dwanaście
lat, siła.
- Basia, trzynaście
lat, siła.
- Zosia, jedenaście
lat, skupienie.
- Agnieszka,
trzynaście lat, dokładność.
- Maja, dwanaście
lat, wewnętrzny spokój.
- Wiktoria, dziesięć
lat - mała zamyśliła się głęboko - chyba radość z tego co się robi.
Podniosłam się z ławki, po czym znalazłam sobie miejsce pomiędzy Zosią i
Agnieszką.
- Wasze odpowiedzi na
trzecie pytanie były dobre, ale żadna z nich nie była w stu procentach poprawna
- stwierdziłam i widząc ich zdziwione miny wyjaśniłam - bo najważniejsza jest
drużyna. Owszem, wymienione przez was cechy też są potrzebne, ale nie przydadzą
wam się, jeśli nie będziecie miały z kim grać. Jak myślicie, kto ma większe
szanse na wygraną, Dorota czy cały team?
Dziewczynki
wymieniły spojrzenia.
- Cały team -
przyznały chórem.
- No właśnie. A teraz
proponuję mały meczyk.
Gra toczyła się na dość wysokim poziomie, jednak nie obyło się bez błędów. Za
nic nie mogłam wykryć co było ich źródłem, przyczyną.
- Szybciej, zaraz
koniec zajęć! - ponagliłam chcąc się dowiedzieć kto wygra.
Wtedy na salę wpadł mój były trener. Wyglądał na zdenerwowanego. Od razu
wiedziałam, co się święci.
- I zaraz mocno mi
się dostanie - westchnęłam robiąc minę niewiniątka.
- Alicja, co ty
wyprawiasz? Mariusz powiedział, że go wyrzuciłaś!
- Nie prawda! To
dziewczyny zdecydowały z kim chcą trenować. Był dla nich nieprzyjemny, więc w
pewnym sensie sam się wyrzucił - próbowałam się bronić.
Mężczyzna
przewrócił oczami.
- Rozumiem, że mogłaś
się wkurzyć. Faktycznie, jego metody są dość surowe, lecz on się na tym zna!
- A ja niby nie?! -
oburzyłam się - Nie wiem czy pamiętasz, ale trzy, ba, prawie cztery razy z
rzędu zdobyłam mistrzostwo Polski!
- Ala, przecież ja w
ciebie wierzę - trener poklepał mnie po ramieniu - po prostu się martwię.
- Nie ma czego
trenerze - posłałam mu szeroki uśmiech.
- Jestem Andrzej. W
końcu od teraz pracujemy razem - mężczyzna udał się powoli w stronę drzwi,
jednak w ostatniej chwili dodał - i przekaż swoim koleżankom z reprezentacji,
że nie lubię gdy się na mnie mówi "stary".
Roześmiałam się. Wszystkie go tak nazywałyśmy za jego plecami, ale nie
sądziłyśmy, że o tym wie.
"A jednak przed
nim nie da się nic ukryć. Nauczyciele słyszą wszystko - coś w tym jest" -
pomyślałam i wraz z siatkarkami ruszyłam do szatni.
_____________________________________Postaram się od teraz dodawać posty w każdy piątek ;)
Kisses, Marta x
Chcę następny:D
OdpowiedzUsuń