piątek, 18 października 2013

Rozdział 6 "Trener nie tylko trenuje"

    -Noc w naszej hali?! Genialne! - krzyknęłam z wielkim entuzjazmem.
Andrzej spojrzał na mnie podnosząc brwi.
- Jesteś szalona, wiesz? - zaśmiał się.
- O co chodzi? Nauczyciele organizują dla uczniów nocowiska, czyli noce w szkole, więc dlaczego ja nie mogę zrobić tego dla moich siatkarek?
     Według mnie był to pomysł wprost wyśmienity. Miałam zamiar zostać razem z dziewczynkami na jedną noc w hali treningowej. Świetna okazja żeby się lepiej poznać.
- Zgódź się, proszę, proszę! - pisnęłam niczym nastolatka błagająca o pozwolenie na wyjście do kina późnym wieczorem.
- Nie mam nic przeciwko. Pamiętaj tylko, że masz dwa tygodnie na przygotowanie młodziczek do zawodów - odparł Andrzej.
Przybiliśmy sobie "żółwika" na znak umowy.
- Ale najpierw musisz uzupełnić sprzęt. Kilka piłek się przedziurawiło. W "Volley Superstar" są takie dobrej jakości - dodał po chwili.
      Następnego dnia rano, tak jak obiecałam, udałam się do sklepu siatkarskiego "Volley Superstar".
Zanurkowałam pomiędzy regałami szukając piłek. Po kilku minutach błądzenia w dziale ze sprzętem namierzyłam cel. Zaczęłam oglądać piłki leżące na górnej półce. Wybrałam najtwardszą i uderzyłam nią o podłogę.
- Całkiem niezła - stwierdziłam sama do siebie.
- Dobry wybór. Widzę, że zna się pani na rzeczy - usłyszałam ciepły, przyjazny głos za plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam wysokiego blondyna. Od razu mój wzrok przykuły jego błękitne oczy, przypominające morską głębię. Naprawdę nigdy nie widziałam tak pięknych oczu.
- Ja nie mogę! Alicja Iwanowicz! - chłopak wydał cichy okrzyk spoglądając na moją twarz.
- Miło cię poznać - powiedziałam. Poczułam, że się rumienię.
- Jestem Dawid. To wielki zaszczyt gościć mistrzynię Polski w naszym sklepie - Dawid skłonił się przede mną, co wprawiło mnie w zakłopotanie. 
Zaprowadził mnie do kasy, gdzie zapłaciłam za piłki.
- A co taka sławna siatkarka powiedziałaby, gdyby pewien pracownik sklepu "Volley Superstar" zaprosił ją na kawę? - zapytał podając mi paragon. 
- Może by się zgodziła - odparłam. Rumieńce znów powróciły.
    Kiedy wyszłam ze sklepu zobaczyłam, że na paragonie napisał numer telefonu.
"Co za podrywacz" pomyślałam, ale mimo to schowałam papierek do torebki.
                              
                                            ~po weekendzie~
    
Termin nocowiska ustaliliśmy na pojutrze. Dziewczynom bardzo spodobał się ten pomysł. No, może nie wszystkim. Po skończonej rozmowie, gdy udałyśmy się na halę, Dorota wcale nie przejawiała ochoty na wykonywanie ćwiczeń. Jej nastawienie zmieniło się podczas końcowego meczu. Całą swoją złość wyładowywała na piłce, o mały włos nie zabijając przy tym przeciwnej drużyny.
- Nie no, ja tak nie gram! Niech ona się wreszcie uspokoi! - zaprotestowała wreszcie Magda. Zyskała poparcie koleżanek.
- Co jest, Dodźka? -spytałam po treningu - Chodzi o to nocowisko?
Dziewczyna odgarnęła rude włosy z twarzy i rozejrzała się, sprawdzając czy nikogo innego nie ma na hali.
- Nie, o sprawy rodzinne - odparła - a mianowicie o mojego głupiego brata.
W tym momencie z całej siły kopnęła piłkę. Wiedziałam, że moim obowiązkiem jest pomóc Dorocie, jednak prawdę mówiąc nie podobało mi się to. "W końcu jestem trenerką, a nie psychologiem" próbowałam usprawiedliwić się sama przed sobą.  Chciałam już odejść, ale coś nakazywało mi zostać. Więź pomiędzy nami była już zbyt duża. Przez chwilę walczyłam z myślami, po czym zapytałam:
- Chcesz porozmawiać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz