piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 8 "Prawdziwy przyjaciel..."

Na nocowisku wszyscy bawili się doskonale. Graliśmy w podchody, chowanego, a o północy zrobiliśmy małe ognisko. Jak się później okazało Andrzej zaplanował to ognisko już wcześniej. W wielkiej torbie, którą przyniósł ze sobą miał bochenek chleba i kiełbaski, Przyszykował też miejsce na podwórku.
Około godziny piątej udało nam się zagonić dziewczynki do spania. Wtedy mogliśmy trochę porozmawiać.
- Czy zawody młodziczek wyglądają tak samo jak u nas? - zapytałam przewracając w ręku plastikowy kubek.
-Nie do końca - odparł Andrzej - ale z tego co wiem, teraz wygląda to podobnie. Zasady zmieniają się z roku na rok. Przygotowujesz dziewczyny na mistrzostwa województwa. Mariusz był z nimi na eliminacjach, które udało im się wygrać. Za dwa tygodnie jest półfinał i jeżeli tam też zwyciężą - wtedy jedziemy na finał.
- Chyba nie rozumiem.
Andrzej zabrał mi kubek bojąc się, że obudzę siatkarki. Wyjął z kieszeni kartkę i długopis, po czym zaczął rysować.
- Patrz! - podsunął mi swoje dzieło pod nos.
- Wyobraź sobie, że my to numer jeden.
Przyjrzałam się dokładniej ilustracji.
- A kto jest dwójką?
-Gdynia
-A czwórką?
-Sopot. Trójka to Kościerzyna, piątka to Rumia, szóstka to Malbork, siódemka to Słupsk, a ósemka to Wejherowo. 
- Kto jest najsilniejszy?
- Wydaje mi się, że Malbork i Sopot. Tak przynajmniej mówił Mariusz.
Popatrzyłam na kartkę i przeanalizowałam jeszcze raz zdobyte informacje.
-Czyli, że najsilniejszy jest Sopot. Sopot, z którym gramy. Zgaduję, że mistrz województwa?
  Andrzej nie odezwał się, ale kiwnął potakująco głową.
- Nie mam więcej pytań - burknęłam.
Nasze szanse na wygraną były naprawdę małe. Nawet mniejsze niż małe. Jak udało mi się dowiedzieć to był pierwszy raz kiedy dziewczynki wygrały eliminacje. Nie można nazwać tego wielkim osiągnięciem, gdyż Gdynia to dosyć słaba drużyna. Z Sopotem będzie inaczej. Musimy wziąć się ostro do roboty.
- Wygramy to - powiedziałam, starając się podnieść samą siebie na duchu.
   Po powrocie do domu od razu położyłam się spać. Niestety, los dał mi odpocząć jedynie pół godziny, bowiem około ósmej zadzwonił mój telefon. A w zasadzie nie telefon tylko Dawid.
- Obudziłem cię? Naprawdę przepraszam - jęknął słysząc moje zaspane"halo" - chciałem cię zaprosić na kolację do restauracji "Forten".
-Na kolację?! Dawid, jest środek nocy!
Po drugiej stronie słuchawki nastała cisza.
- To ciekawe...mój zegarek wskazuje ósmą pięć. Pewnie balowałaś całą noc na jakiejś imprezie?
Zaśmiałam się jeszcze nie do końca przytomna.
- Tak, na szalonej imprezie z dwunastoletnimi dziewczynkami. Chętnie się z tobą spotkam, może być o dziewiętnastej?
- Pewnie - odparł Dawid - to do zobaczenia!
   Tego dnia odpuściłam dziewczynom trening. Wiedziałam, że żadna z nich nie będzie miała siły na większy wysiłek. Sama nawet nie byłabym w stanie prowadzić zajęć. Ociężale podniosłam się z łóżka i ruszyłam w stronę kuchni. Przedpołudnie spędziłam wyjątkowo leniwie, jednak kiedy było już blisko godziny dziewiętnastej dostałam nagłego napływu energii. Znalazłam w szafie  krótką, czarną sukienkę, ubrałam ją i pognałam do "Forten". Restauracja ta znajdowała się nie daleko mojego domu, dlatego też dotarłam na miejsce o czasie. Dawid już na mnie czekał.
- Wyglądasz pięknie - stwierdził, gdy do niego podeszłam.
Usiedliśmy przy stole. Od razu zajął się nami kelner proponując nam różne specjały. Czułam się bardzo dobrze w towarzystwie Dawida. Mogłam z nim rozmawiać o wszystkim, jakbyśmy znali się od dzieciństwa. Nagle usłyszałam, że przyszedł mi sms.
-To od mojego kolegi - wyjaśniłam widząc wiadomość od Andrzeja - mam trening jutro rano.
- A ty grasz w jakimś klubie? - zdziwił się chłopak.
-Nie, jestem trenerką - odparłam.
- To świetnie! Mogłabyś trenować moją siostrę, która bardzo narzeka na swojego trenera. Byłem z nią na zawodach rok temu - faktycznie, dziwny typ. Chociaż może teraz się zmienił. Nie wiem, ostatnio rzadko z nią rozmawiam - Dawid zamyślił się głęboko,
- Więc może czas to zmienić? - powiedziałam uśmiechając się do niego - Relacje rodzinne są naprawdę ważne.
Po moim wypadku to właśnie rodzina dała mi siłę żeby walczyć. To dzięki niej się nie poddałam. 
   Nagle chłopak zerwał się z miejsca. Oddał kelnerowi puste talerze i pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia.
- Chodź! Pokażę ci coś - rzekł tylko, nawet się nie odwracając.
Po chwili staliśmy już na przeciwko wielkiego biurowca. Dawid wyciągnął klucze, a ja nie mogąc wytrzymać zapytałam:
- Co tu robimy?
- Zaraz zobaczysz - zachichotał tajemniczo.
Weszliśmy do środka. Budynek wewnątrz wyglądał jeszcze bardziej zjawiskowo. Udaliśmy się do windy, która zawiozła nas na piętnaste piętro. Minęliśmy kilka korytarzy i znaleźliśmy się na olbrzymim tarasie widokowym. Z tego miejsca można było zobaczyć cały Gdańsk.
- Ale tu pięknie! - zachwyciłam się- to twoje?
- To biurowiec mojego ojca - wyjaśnił Dawid - jednak na wszelki wypadek wyrobił mi dodatkowe klucze.
  Usiedliśmy na małej ławeczce i patrząc w gwiazdy rozmawialiśmy. O wszystkim i o niczym.
______________________________________
Witam po długiej przerwie ;) Wiem, miałam pisać co tydzień, ale szkoła mi nie pozwala...mam nadzieję, że mimo wszystko ktoś na mnie tu czekał. Enjoy :) x

1 komentarz: