piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 9 "...a może i ktoś więcej?"

  Nawet nie zauważyłam kiedy nastała noc. Zerknęłam na zegarek Dawida. Wskazywał dziesiątą trzydzieści trzy.
- Chyba powinnam już wracać - powiedziałam - z rana muszę być na hali treningowej.
 Oboje wstaliśmy z miejsc, po czym ruszyliśmy do wyjścia. Chłopak złapał za klamkę.
- Zamknięte - stwierdził.
- Jak to zamknięte!?
- No drzwi się zatrzasnęły.
- I co teraz? - powoli zaczynałam panikować. W końcu groziło nam utknięcie na całą noc, na ostatnim piętrze wysokiego biurowca.
- Trzeba wpisać kod - Dawid wskazał na małą klawiaturkę.
- A znasz ten kod?
Wyjął komórkę z kieszeni i zajrzał w notatki.
- Mam! Kodem jest dzień urodzin mojej siostry. Siedemnastego czerwca.
- Ale jesteś pewien? - spytałam wiedząc, że większość mężczyzn na ogół nie pamięta dat urodzin.
- Przecież to moja siostra! A poza tym mam zapisane w telefonie.
Chłopak zbliżył się do klawiatury i zaczął wpisywać cyfry.
- Siedemnastego czerwca. Jeden, siedem, zero,pięć.
- Czerwiec to "zero, sześć"! - krzyknęłam, ale było już za późno.
Alarm zawył jak oszalały. Dawid cofnął się kilka kroków, po czym jednym zgrabnym ruchem wyważył drzwi. Zaczęliśmy uciekać. Nie było czasu by czekać na windę, więc postanowiliśmy zbiec po schodach. Dotarliśmy już do głównego wejścia, gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
- Żadnych gwałtownych ruchów - rzekła postać za mną, która okazała się być ochroniarzem.
*        *          *
- Panie władzo, proszę nas puścić - jęknął Dawid szarpiąc za kraty.
- Uspokój się młodzieńcze. Musicie się nauczyć, że nie ładnie się tak wkradać do czyjegoś budynku - ochroniarz zaśmiał się przebiegle - ile wy macie lat, osiemnaście?
- Ja mam dwadzieścia sześć lat! - krzyknął Dawid - a to biurowiec mojego ojca!
- Trele morele! Już wielu tu takich "synków" było. Lepiej weź przykład z koleżanki i siedź cicho - strażnik wyszedł z pomieszczenia.
Chłopak zaczął szarpać kraty.
- To bez sensu - mruknęłam siadając na ławce- daj spokój Dawid, nie wygrasz z nim.
Zdenerwowany kopnął papierek leżący na podłodze.
- Przepraszam, że wciągnąłem cię w to bagno - powiedział ze zwieszoną głową.
- Nic nie szkodzi - podeszłam do niego po cichu.
Jego błękitne oczy wpatrzone były w dal. Kiedy jednak zauważył mnie obok przysunął się bliżej. Nasze twarze znalazły się w minimalnej odległości. Ale nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie - czułam się wspaniale. I wtedy nasze usta się spotkały.
 Nagle ktoś otworzył drzwi. Odruchowo oddaliliśmy się od siebie.
- No gołąbeczki! Macie szczęście - rzekł ochroniarz, już nie ten sam.
- Rafał, jak dobrze, że jesteś! - ucieszył się Dawid na widok znajomego strażnika.
- Jeszcze panienkę za sobą wciągnąłeś - mężczyzna przyjrzał mi się - i to nie byle jaką! Toż to Alicja Iwanowicz, kilkukrotna mistrzyni Polski w siatkówce.
- Błagam nie mów nic ojcu - poprosił chłopak skruszonym głosem.
- Tylko jeśli dostanę od tej panienki autograf - uśmiechnął się pan Rafał.
Podpisałam się mu na kartce leżącej na biurku i razem z Dawidem udaliśmy się na zewnątrz.
- Jeszcze raz cię przepraszam - szepnął mi do ucha.
- Nie przepraszaj - zaśmiałam się - to była świetna przygoda. Jeszcze nigdy nie całowałam się w więzieniu.
- Bo chyba nigdy nie byłaś w więzieniu - powiedział Dawid stukając mnie po przyjacielsku w ramię. Pożegnaliśmy się i poszliśmy w swoją stronę.
     Następnego dnia, a w zasadzie tego samego, na treningu byłam nieprzytomna. Ledwo trzymałam się na nogach.
- Ala, co ci jest? - pytały dziewczynki, jednak ja tłumaczyłam swoje zachowanie ciężką nocą.
- Miałam problemy ze snem - odpowiadałam, ale siatkarek to nie przekonywało.
- Znam sposób, żeby dowiedzieć się prawdy - rzekła Julka i już po chwili trzymała w ręku mój telefon. Nie zdążyłam nawet zareagować.
- Ostatnie połączenia: Dawid, Dawid, Andrzej, Dawid, mama, Dawid, Dawid. Jesteś zmęczona, ale szczęśliwa. To oznacza jedno...uwaga, uwaga, werble proszę! ALA JEST ZAKOCHANA!!!
Wszystkie dziewczynki zaczęły się śmiać oraz wzdychać. Poczułam, że się czerwienię.
- Tym rumieńcem tylko potwierdzasz moją teorię! - krzyknęła Julka i zanuciła - Every night in my dreams, I see you, I feel you...
Po chwili cały siatkarski chór tańczył dookoła mnie śpiewając przebój z "Titanica".
- Wy to jesteście okropne! - powiedziałam kręcąc głową, ale nie mogłam dłużej powstrzymać się od śmiechu. 
Dalej rozgrzewka odbyła się na wesoło. Przez cały czas głośno śpiewałyśmy różne piosenki, a przechodnie spacerujący obok hali z ciekawością zaglądali nam w okna. Podczas końcowego meczu również humory nam dopisywały. Zwycięska drużyna odśpiewała "We are the champions", natomiast przegrana swoją własną wersję, czyli "We are the losers". Później obie drużyny w podskokach udały się do szatni. Zaczęłam zdejmować siatkę, kiedy na salę wszedł Andrzej. Nie wyglądał na zadowolonego.
- Hej Andrew! Co słychać? - pomachałam do niego.
- Ala, mamy problem - powiedział grobowym głosem - chodzi o Mariusza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz